|
|
Liczne badania jednoznacznie wskazują na spadek biomasy owadów na całym świecie. Owady i szerzej stawonogi to podstawa wszelkich łańcuchów troficznych – zwłaszcza tych lądowych i słodkowodnych. Warto zawsze przypominać, że organizmy te w większości choć niewielkie, odgrywają WIELKĄ rolę. Wydaje się, że o znaczeniu pszczół w kontekście rozmnażania się roślin kwiatowych nie trzeba wspominać. Dlatego coraz częściej jesteśmy przejęci i chętni, aby zrobić coś mądrego i sensownego dla przyrody, w tym właśnie dla pszczół.
Po pierwsze chciałam sprawdzić, na ile moje wybory roślinne będą odpowiadały okolicznym pszczołom – jak często będą gościć na drugim piętrze bloku usytuowanego w centrum dużego miasta. Pragnęłam też przeznaczyć więcej miejsca na zioła i sprawdzić, które będą atrakcyjne dla zapylaczy. Przypadek sprawił, że mogłam też zmierzyć się z pytaniem o obecność „domku dla pszczół”.
Wiosna: kto przylatuje pierwszy?
Początek pszczelego sezonu, czyli marzec, rozpoczęłam bardzo klasycznie. Bratki pojawiły się szybko, aby już rozpalać wyobraźnię i oczekiwanie na kolejny czas obserwacji i cieszenia się przyrodą. Bratki budzą głównie zainteresowanie wśród trzmieli. W tym czasie również zakwitł krzew jagody kamczackiej – na balkonie roślina niekoniecznie oczywista. Jak co roku już wczesną wiosną obserwowałam na krzewie buszujące trzmiele. Do bratków dołączyły w kwietniu gęsiówka i skalnica – obie chętnie podejmowały pierwszych pszczelich oblatywaczy. Najczęściej odwiedzały je piękne pszczoły z rodzaju pszczolinka, ale i moje ukochane trzmiele też chętnie się zjawiały.
Przyszedł czerwiec z potęgą lata i pełnią kwitnienia wielu gatunków. Skład roślin uzupełnił zawciąg pospolity i… dzwonki: pokrzywolistny, jednostronny i kropkowany. Wszystkie wyglądały przepięknie i przede wszystkim spodobały się zapylaczom. To był strzał w dziesiątkę. Ilość trzmieli i innych pszczół robiła wrażenie. W czerwcu zaczęła swoje kwitnienie kolejna nieszablonowa roślina – mierznica czarna. I jeżeli miałabym podsumować, która roślina była najchętniej odwiedzana przez pszczoły – to właśnie byłaby to ta rodzima roślina z rodziny jasnotowatych; można ją spotkać na obrzeżach lasów, przydrożach, w zaroślach oraz… na moim balkonie.
Pozwól ziołom zakwitnąć!
Gdzie jednak w tym wszystkim zioła? Przedmiotem moich balkonowych badań były różne gatunki mięty: zielona i pieprzowa, niebieska kocimiętka, lebiodka pospolita, macierzanka tymianek, macierzanka cytrynowa oraz szałwia muszkatołowa. Najrzadziej odwiedzane przez zapylacze była macierzanka cytrynowa i szałwia muszkatołowa – jednak tej ostatniej wybaczyłam to lekko, ponieważ uwielbiam jej zapach i zawsze musnę ją, przechodząc obok, aby podzieliła się ze mną swoim aromatem.
Pozostałe zioła sprawdziły się kapitalnie, zwłaszcza macierzanka tymianek, kocimiętka i lebiodka, którą zwykliśmy nazywać oregano. Macierzanka w skrzyni balkonowej upodobniła się do różowej pachnącej poduchy. Lebiodka, choć posadziłam ją w wiszącej donicy, dzielnie znosiła chłostanie wiatrem i kwitła praktycznie do października. Kocimiętki to zwykle magnes na pszczoły, więc i one dodawały uroku balkonowi i przyciągały bzyczące towarzystwo.
Na balkonie świetnie sprawdzą się też: szałwia łąkowa/lekarska, bazylia krzewiasta, hyzop lekarski, czosnek szczypiorek, rozmaryn, melisa i cząber – jednocześnie użytkowe i przychylne zapylaczom. Część osób obcina ziołom pojawiające się kwiaty czy kwiatostany, aby wydłużyć żywotność roślin, pobudzić wzrost liści i zwiększyć ich objętość lub by na dłużej zachować aromat (część z nich, np. mięta, traci nieco z jego intensywności w trakcie kwitnienia). Jednak takie zabiegi z pewnością nie zapewnią wsparcia zapylaczom.
Jeżeli chcemy cieszyć się zarówno dobrodziejstwem ziół, jak i wspomagać zapylaczy, to dobrym kompromisem jest zostawić część roślin do zakwitnięcia, a inne przycinać dla zbiorów.
Hotel dla owadów – czy działa na balkonie?
Czy pomoce gniazdowe, które znamy pod nazwą hoteli dla owadów, mogą przyciągnąć pszczoły na nasz balkon? Nie planowałam mierzyć się z tym pytaniem. Jednak pszczoły zaplanowały to inaczej. Moi bliscy bywają obdarowywani przeze mnie czasem takimi pomocami gniazdowymi, ale wyglądają one całkiem inaczej niż te, które może spotkać na rynku.
Miałam przygotowany kawałek drewna z drzewa wiśniowego, który wkrótce miał trafić do ogródka znajomych. Jednak moje plany postanowiła pokrzyżować bolica – rodzaj samotnej osy. Osa brzmi groźnie, ale podobnie, jak samotne pszczoły, są to owady płochliwe i łagodne. Owad ten zaczął znosić do wywierconego tunelu pokarm, a wkrótce zaczął zamurowywać otwór wlotowy. Nie pozostało mi nic innego, jak pozostawić pieniek w spokoju i obserwować, jak sytuacja się będzie rozwijać.
Za parę dni kolejnym „lokalem” zainteresował się, jakże wszędobylski gatunek – murarka ogrodowa (Osmia bicornis). Dzielnie latała na pobliskie kwiaty i znosiła pyłkowy i nektarowy pokarm dla swego przyszłego potomstwa. Zajęła dwa tunele i ona również na koniec, podobnie jak osa, je zamurowała. Tak bardzo czułam się za moich budowniczych odpowiedzialna, że nawet postawiłam obok pojemnik z odpowiadającym im budulcem do stworzenia glinianej zatyczki.
Kolejny pszczeli mieszkaniec nie skorzystał z nawierconego przeze mnie tunelu. Jednak wykorzystał taki, który w tym drewnie wydrążył chrząszcz. Średnica tego otworu wynosiła około 2-3 mm, więc pszczoła musiała być malutka. Była to samotka, czyli jedna z drobnych pszczół samotnic. Przyszedł czas, gdy zaopatrywała gniazdo, a potem nastąpił arcyciekawy moment zamykania go. W przeciwieństwie do wspomnianych bolicy i murarki samotki nie tworzą zatyczek z mieszaniny gliny i piasku. Wynikiem ich pracy jest zatyczka, która przypomina okienko, a powstaje ono ze specjalnej wydzieliny.
Ścieżki dla zapylaczy – bądź częścią całości
Pozostawiony przeze mnie nawiercony pieniek stał się okazją do ciekawych obserwacji i wniosków. Jedną z głównych przyczyn zapaści w świecie owadów, w tym pszczół, jest fragmentaryzacja i utrata siedlisk. Aglomeracje się rozlewają, tracimy w miastach wszelkie nieużytki – bezcenne z punktu widzenia zaopatrywania się pszczół w pokarm i zapewniające miejsca gniazdowania. W przestrzeni wsi – pod pługami znikają miedze, zadrzewienia czy zakrzewienia śródpolne. Kiedyś kwieciste przydroża były pewną autostradą dla przemieszczających się owadów, dziś trudno o taki widok.
Właśnie dlatego tak ważne stają się oddolne inicjatywy, które próbują zszywać tę porozrywaną przestrzeń na nowo. W Stanach Zjednoczonych powstała bardzo ciekawa idea tworzenia „ścieżek dla zapylaczy”. Właściciele ogrodów, działek i balkonów tworzą sieci, którymi mogą się przemieszczać owady. W przygotowaniu nasadzeń w ogrodzie i na balkonie brane są pod uwagę rośliny, które wesprą różne owady zapylające. Świetna idea, która ma nam uświadomić, że to, co robisz dla przyrody ma sens i może być częścią większej idei i fragmentem ścieżki dla zapylaczy. Pomysł ten rozprzestrzenia się po świecie. Może czas go zaimplementować w Polsce?
Balkony nie zastąpią ani łąk, ani nieużytków, ale mogą być dla zapylaczy realnym przystankiem w miejskiej pustyni. Jeśli połączymy je w sieć, powstaną prawdziwe ścieżki dla zapylaczy. I to ma sens.
|
Artykuł pochodzi z magazynu |