|
|
Kiedy z zewnątrz patrzymy na przyrodę, wygląda ona niczym niesamowity gobelin, nad którym wzdychamy z podziwem. Kiedy jednak go odwrócimy, zobaczymy, że jego piękno wynika z ogromu powiązanych ze sobą pętelek, supełków, nici, a jego struktura jest niebywale skomplikowana. Podobnie jest z naturą: kiedy zaczniemy wnikać w jej konstrukcję, ukaże się nam jej niesamowita złożoność, tajemnicze sieci powiązań i wzajemnych zależności.
Wszystko jest ze sobą jakoś powiązane, a pociągnięcie za jeden wątek sprawia, że odkrywamy, iż łączy się on w zadziwiający sposób z innymi elementami.
Pszczele menu
Jeśli zajrzelibyśmy w kartę dań pszczół, są tam dwie główne i niezmienne pozycje: pyłek i nektar. Nasze krajowe pszczoły pod tym względem mają wspólny mianownik i próżno u nich szukać takich niezwykłych pomysłów jak u zagranicznych kuzynów – pszczół spijających ludzkie łzy czy pozyskujących białko z padliny. Zależność pszczół od roślin dzieli je na generalistów i specjalistów.
Przywiązanie poszczególnych gatunków bywa naprawdę głębokie i jest kluczowe dla występowania niektórych pszczół. Dzikie pszczoły, aby przedłużyć istnienie swojego gatunku, muszą założyć gniazdo, a następnie wyposażyć w pokarm komórki lęgowe. Na taki pakiet pokarmu składa się mieszanina pyłku i nektaru. I chociaż przeważnie nektar mogą pobierać z kwiatów roślin różnych gatunków, rodzajów czy rodzin, to sprawa komplikuje się w kwestii pyłku.
Pszczoły-generaliści mogą karmić swoje potomstwo pyłkiem pochodzącym z wielu rodzajów i rodzin botanicznych. Przykładem takich generalistów jest z pewnością większość trzmieli (Bombus), dla których źródłem pokarmu pyłkowego może być naprawdę wiele roślin. Pozostałym pszczołom należałoby się przyjrzeć każdej z osobna.
W rodzaju pszczolinka (Andrena) znajdziemy pszczolinkę wiosenną (Andrena haemorrhoa), która jest generalistką i zbiera pyłek z wielu roślin należących do różnych rodzin botanicznych. W celu zdobycia pokarmu może wizytować różowate, wierzbowate, mydleńcowate czy astrowate. Jednak już jej kuzynka pszczolinka jasnobrzucha (Andrena praecox) będzie zainteresowana tylko rodzajem wierzba (Salix), co czyni z niej pszczelą specjalistkę.
Wspomniałam już, że generaliści mogą odwiedzać w celu zbioru pyłku wiele roślin kwitnących. Badania analizy mikroskopowej pyłku wykazały, że w gniazdach takich pszczół znaleziono pyłek pochodzący nawet od kilkunastu różnych gatunków roślin.
A jak zachowują się pszczoły-specjalistki? Wyobraźmy sobie, że miliony lat temu pszczoła rozpoczęła wraz z pewnymi roślinami wspólną koewolucyjną drogę. Wystartował pewnego rodzaju wyścig zbrojeń rośliny i zapylacza. Relacje roślina-zapylacz są zwykle stałe. Dodatkowo trwanie w tej zależności zwykle wpływa na jeszcze większą specjalizację, zarówno pszczoły i rośliny. Bywa, że pyłek wytwarzany przez roślinę może być odpowiedni dla pszczoły-specjalistki, ale już nieodpowiedni dla pszczelich generalistów. Istnieje również możliwość, że nie będą oni w ogóle zainteresowani pyłkiem tej rośliny, bo jest on dedykowany właśnie gatunkom, z którym roślina ewoluowała.
Absolutnie wyjątkową dla mnie pszczołą, którą jest mi dane obserwować od wielu lat, jest pseudomurarka nakamionka (Hoplitis anthocopoides). To niesamowite stworzonko należy do takich pszczelich budowniczych, których należy wyróżnić. Jako jedyna pszczoła w naszym kraju buduje gniazda na kamieniach i z kamyków. Znosi z okolicy drobinki piasku i pieczołowicie przylepia ja do kamienia lub głazu. Kiedy uformuje małą beczułkę, zaprowiantuje ją, a następnie złoży jajo i zasklepi otwór. W pobliżu powstanie jeszcze kilka takich kamiennych beczułek, a na koniec murarka wszystko pięknie zamaskuje.
Jednak jej wyjątkowość polega też na tym, że dla larw tego gatunku jedyny pokarm pyłkowy, jaki jest akceptowalny, to ten czerpany z kwiatów żmijowca. Na północy Polski rodzaj żmijowiec jest reprezentowany wyłącznie przez żmijowiec zwyczajny (Echium vulgare). Jeżeli nie będzie tej rośliny, nie ma co się trudzić i szukać w pobliżu tych unikalnych pszczelich architektów.
To pokazuje, jak ważna, a często wręcz konieczna, jest dla rodzimych pszczół obecność rodzimych gatunków roślin, a także archeofitów. Rodzime zapylacze współewoluowały z rodzimymi roślinami. To z nich czerpią pokarm najlepiej odpowiadający ich potrzebom, o składzie dostosowanym do ich rozwoju i funkcjonowania. Nie warto przecinać tej nici powiązania, bo wraz z nim mogą zniknąć także wyspecjalizowani zapylacze.
Gdy ogród przestaje być stołówką dla zapylaczy
U odmian pełnokwiatowych dochodzi do przekształcenia pręcików w dodatkowe płatki korony. W efekcie kwiaty stają się pełniejsze, ale tracą swoją pierwotną funkcję biologiczną. Rośliny, które wcześniej dostarczały pyłku (np. róże czy maki), przestają być źródłem pokarmu dla zapylaczy. W przypadku gatunków oferujących zarówno pyłek, jak i nektar, znika dostęp do pyłku, a liczne dodatkowe płatki mogą utrudniać lub uniemożliwiać dotarcie do miodników.
Coraz więcej gatunków poddaje się takim modyfikacjom. W efekcie ogród, który wydaje się pełen kwitnących roślin, może w rzeczywistości stanowić dla zapylaczy ubogie środowisko, a nawet swoistą pustynię pokarmową, jeśli dominują w nim odmiany o kwiatach pełnych.
Kwiaty pączkowe (pąkowe) to kolejny przykład odmian, w których roślina wcześniej stanowiąca źródło pokarmu dla zapylaczy staje się dla nich praktycznie niedostępna. Kwiaty wrzosu zwyczajnego (Calluna vulgaris) w odmianach pączkowych nie otwierają się, przez co owady nie mają dostępu ani do nektaru, ani do pyłku. Choć roślina zachowuje atrakcyjny wygląd, nie ma wartości jako źródła pokarmu dla zapylaczy.
W sprzedaży często pojawiają się też rośliny o sterylnych kwiatach, które nie są zdolne do rozmnażania płciowego, nie wytwarzają zdolnych do zapłodnienia gamet, dlatego nie zawiązują nasion. Rośliny te często nie produkują pyłku lub wytwarzają go w formie niezdolnej do zapłodnienia. Produkcja nektaru bywa natomiast ograniczona lub nie występuje, przez co stanowią słabe albo tylko częściowe źródło pokarmu dla zapylaczy.
Ucieczki roślin z ogrodów są często początkiem inwazyjnych wędrówek roślin. Dlatego warto unikać sadzenia roślin o charakterze inwazyjnym, takich jak amorfa krzewiasta (Amorpha fruticosa), budleja Dawida (Buddleja davidii), sumak octowiec (Rhus typhina) czy róża pomarszczona (Rosa rugosa).
Z racji braku odpowiednich naturalnych wrogów, takich jak chrząszcze żerujące na ich pędach, gąsienice czy roślinożerne zwierzęta, rośliny te mogą szybko rozprzestrzeniać się, zajmując duże powierzchnie. Często tworzą one monokultury, czyli jednorodne zespoły roślinne, które są niekorzystne dla rodzimej fauny i flory. Takie łany roślin inwazyjnych wypierają rodzime gatunki, które nie są w stanie konkurować z nimi o zasoby, takie jak światło, woda czy składniki odżywcze w glebie. Skutkiem tego procesu jest drastyczne ograniczenie dostępności pokarmu i schronienia dla wielu organizmów, w tym owadów, ptaków, drobnych ssaków i innych zwierząt, które zależą od lokalnych roślin.
Wybierając rośliny o bardziej naturalnej formie, ograniczając odmiany, które utraciły swoją funkcję pokarmową i pozostawiając miejsce dla rodzimych gatunków dziko rosnących, pozwalamy, aby nasz gobelin nie był „martwą naturą”, ale by był pełen życia.
Słowniczek
Archeofit to gatunek rośliny obcego pochodzenia, który został zawleczony i zadomowił się na danym obszarze przed końcem XV wieku (umownie przed 1500 r.), zwykle wraz z rozwojem rolnictwa i osadnictwa.
Imago to ostatni etap rozwoju owadów, kiedy osiągają dorosłość i ich ciało nie będzie już ulegać przemianom, takim jak wzrost i rozwój. Jest to też jedyne stadium rozwoju, w którym owad osiąga dojrzałość płciową i jest zdolny do rozmnażania. A jeśli owad ten posiada skrzydła, to jest to jedyna faza, w której są one funkcjonalne.
|
Artykuł pochodzi z magazynu |