Dlaczego nawet mroźna zima nie zawsze oznacza śmierć dla szkodników?
Choć wielu ogrodników liczy na to, że długa i mroźna zima ograniczy liczbę szkodników w kolejnym sezonie, rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Wiele owadów ma zdumiewającą zdolność przystosowania się do niskich temperatur, a niektóre z nich wręcz potrzebują zimowego chłodu, by prawidłowo zakończyć rozwój.
Szkodniki nie giną od razu, gdy temperatura spada poniżej zera. Wręcz przeciwnie – wiedzą, jak przetrwać zimę, korzystając z różnych mechanizmów:
-
chowają się w ściółce, pod korą drzew, w glebie lub szczelinach murów;
-
przechodzą w stan diapauzy, czyli „zimowego uśpienia”;
-
obniżają zawartość wody w organizmie, co zmniejsza ryzyko zamarznięcia;
-
produkują substancje chroniące komórki przed uszkodzeniami mrozu.
Te naturalne strategie pozwalają przetrwać wielu gatunkom, nawet przy kilkunastu stopniach mrozu.
Kiedy mróz może naprawdę zaszkodzić szkodnikom?
Nie oznacza to jednak, że niskie temperatury są zupełnie nieszkodliwe. Siarczysty mróz (poniżej minus 30 stopni C) – utrzymujący się długo, bez pokrywy śnieżnej – rzeczywiście może ograniczyć liczebność niektórych szkodników. Ale aby tak się stało, muszą być spełnione określone warunki.
Największe znaczenie ma brak izolacji w postaci śniegu, który działa jak naturalna kołdra. Jeśli mróz dotrze głęboko do warstw gleby, może zaszkodzić larwom i poczwarkom ukrytym tuż pod powierzchnią. Tak dzieje się jednak rzadko, bo nawet cienka warstwa śniegu skutecznie chroni przed wychłodzeniem.
Dodatkowo, szkodniki mogą zostać osłabione przez gwałtowne skoki temperatur – nagłe ocieplenie w środku zimy, a potem ponowny mróz, potrafią zaburzyć ich cykl życia, a nawet wybudzić je z diapauzy w nieodpowiednim momencie.
Które szkodniki przetrwają zimę bez większych problemów?
Lista owadów, które doskonale znoszą niskie temperatury, jest niestety długa. Mszyce, przędziorki, wciornastki, opuchlaki, a nawet niektóre gąsienice – to tylko kilka przykładów szkodników, które skutecznie przeczekają zimę.
Niektóre z nich zimują w formie jaj, inne jako larwy lub osobniki dorosłe. Są mistrzami kamuflażu i adaptacji, co sprawia, że trudno się ich pozbyć tylko dzięki warunkom atmosferycznym.
Warto też wiedzieć, że owady ciepłolubne i gatunki inwazyjne są bardziej wrażliwe na mróz – ale one z kolei najczęściej pojawiają się w cieplejszych rejonach kraju lub bytują w osłoniętych miejscach, np. w szklarniach, garażach czy komórkach.
Czy łagodna zima oznacza więcej szkodników?
Tak. To właśnie ciepła i wilgotna zima stwarza najlepsze warunki do przetrwania dla wielu szkodników. Jeśli temperatura rzadko spada poniżej zera, a śnieg jest mokry i utrzymuje wilgoć w glebie, larwy i jaja mogą bezpiecznie doczekać wiosny.
W takich warunkach przebiegają też szybciej procesy rozwojowe, przez co niektóre gatunki mogą rozpocząć żerowanie wcześniej niż zwykle. To z kolei skraca czas działania naturalnych wrogów – np. ptaków owadożernych, które jeszcze nie zdążą przylecieć lub się rozmnożyć.
A co z chorobami roślin? Czy mróz działa również na patogeny?
Nie tylko szkodniki, ale także patogeny grzybowe i bakteryjne potrafią przetrwać zimę. Część z nich ukrywa się w resztkach roślinnych, na opadłych liściach lub w glebie. Niskie temperatury mają na nie ograniczony wpływ, szczególnie jeśli zima jest łagodna.
Silny mróz może osłabić niektóre formy przetrwalnikowe, ale zazwyczaj nie eliminuje ich całkowicie. Dlatego tak ważne są zabiegi profilaktyczne – jesienne porządki, opryski olejowe, wapnowanie gleby czy niszczenie resztek po zbiorach. Zima nie załatwi wszystkiego za ogrodnika.
Co naprawdę ogranicza populację szkodników?
Kluczowe znaczenie mają czynniki biologiczne i agrotechniczne. To przede wszystkim obecność naturalnych wrogów – ptaków, biedronek, złotooków – oraz dobrze zaplanowane zabiegi pielęgnacyjne.
Zamiast liczyć na mróz, lepiej zadbać o:
-
płodozmian i różnorodność nasadzeń,
-
usuwanie i niszczenie porażonych roślin,
-
przycinanie i przerzedzanie koron drzew,
-
dokładne grabienie liści,
-
stosowanie oprysków olejowych wczesną wiosną.
To właśnie świadoma uprawa i prewencja są najskuteczniejszą bronią w walce ze szkodnikami, a nie sama zima.