Butwiejący ogród. Życie ukryte w rozkładzie

Artykuł sponsorowany
Butwiejący ogród. Życie ukryte w rozkładzie
Ten „bałagan” może uratować ogród. Wystarczy pozwolić naturze działać. Fot. archiwum Dorota Zengteler

Czy butwiejące drewno, sterta gałęzi i opadłe liście rzeczywiście oznaczają, że ogród jest zaniedbany? Wręcz przeciwnie – mogą stać się początkiem niezwykle bogatego, tętniącego życiem ekosystemu.

Dorota Zengteler, architektka krajobrazu i projektantka ogrodów, pokazuje, dlaczego warto pozostawić naturze odrobinę swobody oraz jak pogodzić obecność martwego drewna z estetyczną, świadomie zaplanowaną przestrzenią. Przeczytaj i przekonaj się, ile życia może kryć się w pozornym martwym ogrodzie.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Zielony Ogródek do ulubionych źródeł
Spotkanie Twórców Ogrodów
24
Autorka artykułu
Architektka krajobrazu, dla której ogród nie musi być idealnie uporządkowany, aby był piękny. W swojej pracy pokazuje, że opadłe liście, stare pnie i dzikie zakątki mogą mieć ogromną wartość, a najlepsze ogrodnicze pomysły często zaczynają się od uważnego obserwowania natury.
Czy chcemy w naszych ogrodach butwiejącego drewna, zgnilizny, bałaganu? Chcemy! Tylko czym właściwie jest bałagan? Czym jest zgnilizna? Co to znaczy: ładny ogród?

Pierwsza, łatwa odpowiedź brzmi: to kwestia gustu. A gust to głównie przyzwyczajenie – do tego, co widzimy dookoła siebie, co pokazują nam media społecznościowe, co podoba się innym, których szanujemy. Stąd bierze się moda, a ogrody nie są na nią odporne.

Idealnie przystrzyżony trawnik, wysprzątane spod drzew liście, żadnej gałązki – to nie jest „naturalny porządek świata”. To konkretna, historycznie młoda moda, która akurat nam się przytrafiła. Na szczęście ta moda się zmienia – naturalne ogrody, razem z całą swoją stylistyką, weszły już na dobre do naszej wyobraźni. Coraz częściej wiemy, że łąka kwietna nie jest zaniedbanym trawnikiem, a sterta liści pod krzewem to nie bałagan.

Ale to wciąż tylko odpowiedź o guście, nie o samej rzeczy. Bo pod spodem kryje się coś dużo bardziej podstawowego niż moda – coś, co warto zrozumieć, zanim zdecydujemy, co w ogrodzie jest „ładne”, a co nie.

Martwe drzewa są martwe tylko z nazwy
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Martwe drzewa są martwe tylko z nazwy.
Za pomocą stosów drewna możemy wydzielać pokoje ogrodowe
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Za pomocą stosów drewna możemy wydzielać pokoje ogrodowe.
Martwe drzewa mogą być naprawdę piękne. tutaj wykorzystane jak rzeźby
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Martwe drzewa mogą być naprawdę piękne. tutaj wykorzystane jak rzeźby!

Dlaczego martwe drewno jest tak ważne?

Śmierć i rozkład to nie przeciwieństwo życia. To jego podstawa, jego początek. Zdrowy ogród nie powstaje pomimo rozkładu – powstaje właśnie na nim. Tak naprawdę już to wiecie i już to robicie: kompost w kącie działki to nic innego, jak rozkładająca się materia, którą świadomie zostawiacie, żeby zamieniła się w coś żywego. Tak samo resztki roślin i opadłe liście pozostawione na rabatach – to nie bałagan, tylko życie w toku. Rozkładając się, polepszają glebę, zatrzymują wilgoć i tworzą lepsze warunki dla mikroorganizmów, które z kolei żywią wszystko, co rośnie nad nimi.

Różnica między taką rabatą a butwiejącym pniem jest właściwie kosmetyczna – to ten sam proces, tylko inaczej wygląda. Warto to zaakceptować i zacząć obserwować: rozkładający się ogród to nie ogród umierający. To ogród pełen życia – może nawet pełniejszy niż ten wysprzątany do ostatniego liścia.

Martwe drewno bywa nazywane martwym tylko z przyzwyczajenia. W rzeczywistości to jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc w ogrodzie i lesie. Jedno butwiejące drzewo może w trakcie swojego rozkładu dać schronienie nawet kilkuset gatunkom organizmów – od grzybów, przez owady, po ptaki i drobne ssaki.

Naukowcy nazywają tę grupę organizmów saproksylicznymi – od greckich słów „sapros” (zgnilizna) i „ksylos” (drewno). To wszystkie żywe istoty, których życie jest ściśle związane z martwym i rozkładającym się drewnem. I choć brzmi to jak wąska specjalizacja, to właśnie ta grupa należy dziś do najbardziej zagrożonych w Europie. Im bardziej sterylne są nasze ogrody – tym mniej mają miejsc do życia.

Martwe drzewo nie kończy życia – zaczyna kolejny jego rozdział. W lasach duże, powalone pnie dają schronienie i osłonę siewkom innych roślin, które wyrastają wprost na butwiejącym drewnie, chronione przed zwierzętami roślinożernymi i wysychaniem. Przyrodnicy nazywają czasem cały ten proces „drugim życiem drzewa”, a te powalone pnie – kłodami piastunkami; ta nazwa pięknie oddaje istotę sprawy.

Nawet najmniejszy skrawek pozostawionej, rozkładającej się materii może stać się kolorową rabatą.
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Nawet najmniejszy skrawek pozostawionej, rozkładającej się materii może stać się kolorową rabatą.
Niepozamiatane schody zamieniły się w kwiatowy zakatek
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Niepozamiatane schody zamieniły się w kwiatowy zakątek.
Kłoda piastunka opiekuje się młodymi drzewkami
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Kłoda piastunka opiekuje się młodymi drzewkami.

Kto tak naprawdę mieszka w spróchniałym pniu?

Lista lokatorów butwiejącego drewna jest zaskakująco długa.

  • Owady to najliczniejsza grupa – szczególnie chrząszcze, wśród których są prawdziwe rzadkości, jak zgniotek cynobrowy czy ponurek Schneidera. Niektóre gatunki żyją wyłącznie na starych, obumierających drzewach – nie znajdą się nigdzie indziej.

  • Grzyby to właściwi „inżynierowie” rozkładu - wnikają w drewno i wydzielają enzymy rozkładające ligninę i celulozę, czyli budulec ścian komórkowych drewna, na prostsze związki.

  • Ptaki dziuplaste – dzięcioły, sikory, puszczyki – potrzebują martwych i obumierających drzew jako miejsca gniazdowania. Bez nich po prostu nie mają gdzie zakładać gniazd. 

  • Płazy to grupa, o której mówi się zdecydowanie za mało - a to jedna z najbardziej zagrożonych grup zwierząt w Polsce. Spróchniałe drewno zatrzymuje wilgoć jak gąbka, a z tej wilgoci korzystają żaby, ropuchy i traszki, chowając się przed suszą, upałem, a zimą – zimując w środku zmurszałych pni.

  • Gady korzystają z leżących pni jako miejsc do wygrzewania się, a drobne ssaki – jak nornice, ryjówki czy popielice - kopią pod nimi nory albo zimują wewnątrz.

Mniej pracy, więcej spokoju

Jest jeszcze jeden powód, żeby polubić butwiejący ogród – taki bardzo osobisty, egoistyczny wręcz. Pozostawione w ogrodzie martwe drewno pracuje samo. Nie trzeba go grabić, wywozić, ciąć na kawałki, ładować do przyczepki i jechać z nim na składowisko. Ono po prostu tam jest i powoli robi swoje – żywi glebę, utrzymuje wilgoć, daje dom kolejnym organizmom. To oznacza dla nas, ogrodników, coś co bardzo lubimy: mniej pracy i mniej godzin spędzonych na „sprzątaniu” tego, co natura i tak chciała zrobić po swojemu. A ten odzyskany czas można spędzić inaczej – po prostu siedząc w ogrodzie i obserwując, co się w nim dzieje.

Stosy drewna stają się szczególnie potrzebne w okresie bezlistnym.
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Stosy drewna stają się szczególnie potrzebne w okresie bezlistnym.
Zamin byliny urosna stos drewna gra pierwsze skrzypce w ogrodzie i dodaje wysokości na rabacie
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Zanim byliny urosną stos drewna gra pierwsze skrzypce w ogrodzie i dodaje wysokości na rabacie.
Stosy drewna w ogrodzie stanowią piękne tło dla roślin.
Fot. archiwum Dorota Zengteler
Stosy drewna w ogrodzie stanowią piękne tło dla roślin.

Bo butwiejący kawałek drewna to w gruncie rzeczy zaproszenie do obserwacji. Który grzyb pojawi się na nim w tym roku? Czy w szczelinie kory zamieszka jakiś chrząszcz, którego nigdy wcześniej nie widzieliście? Czy pod spodem zagnieździ się ropucha? Nie trzeba nic wiedzieć z góry – wystarczy patrzeć, próbować, czasem się pomylić i zobaczyć, co z tego wyniknie. To najlepszy rodzaj ogrodniczej odwagi: nie ta, która polega na kontrolowaniu każdego centymetra ziemi, tylko ta, która pozwala czasem odpuścić i zobaczyć, co zrobi natura, kiedy jej na to pozwolimy.

I tu dochodzimy do sedna: 

Ogród, w którym zachodzą naturalne procesy rozkładu, to ogród zdrowszy zarówno dla ekosystemu, jak i dla samego ogrodnika. Kontakt z naturą, nawet tą w małej, przydomowej skali, uspokaja i regeneruje. Uczy cierpliwości i tej szczególnej, spokojnej ciekawości, z jaką obserwuje się coś, na co się nie ma pełnego wpływu. A butwiejący kawałek drewna w kącie działki jest częścią tego samego, żywego procesu, co las, do którego jeździmy odpocząć. A ogrodnik nie musi nigdzie jechać. Wystarczy pozwolić własnemu ogrodowi być trochę bardziej sobą – i nauczyć się razem z nim tej trudnej sztuki odpuszczania.

Jak pogodzić estetykę z naturą?

To pytanie, które słyszę najczęściej. I dobra wiadomość: da się to zrobić z klasą, a najlepsi projektanci ogrodów robią to od dawna, całkiem świadomie.

We współczesnym ogrodnictwie naturalistycznym log piles czyli starannie ułożone stosy kłód i gałęzi, stały się właściwie osobnym elementem kompozycji, tak jak rabata czy żywopłot. Profesor Nigel Dunnett, jeden z najbardziej wpływowych brytyjskich projektantów, zasłynął z falistych, rzeźbiarskich stosów drewna, które porządkują przestrzeń jego własnego ogrodu i jednocześnie są zimowym domem dla mnóstwa gatunków. Podobnie robi Stefano Marinaz, którego stosy kłód wtopione w naturalistyczne rabaty stają się siedliskiem dla owadów, a jednocześnie ładnym elementem ogrodu.

Nie trzeba jednak jechać za granicę, żeby zobaczyć, że to działa. W Warszawie nagradzany Park Akcji „Burza” na Mokotowie celowo zostawia na miejscu zrębki, gałęzie, konary i pnie – bo jak podaje Zarząd Zieleni m.st. Warszawy, sama obecność martwego drewna potrafi zwiększyć bioróżnorodność ekosystemu nawet o 50-60%. W nowo otwartym Parku Żerańskim na Białołęce zachowano fragment terenu z naturalnymi rumowiskami, które służą za schronienie płazom i drobnym ssakom, a na Polu Mokotowskim wokół strefy biocenotycznej ułożono stosy martwego drewna jako świadomy element projektu. To dowód, że butwiejące drewno można pokazać, a nie ukrywać – nawet w mieście, nawet w miejscu odwiedzanym przez tysiące ludzi dziennie.

Żeby zastosować tę zasadę we własnym ogrodzie, wystarczy:

  • zostawić fragment pnia w bardziej naturalnej, rzadziej odwiedzanej części ogrodu;
  • ułożyć stertę gałęzi czy kłód jako „stanowisko dla owadów” – można je regularnie uzupełniać po przycinaniu krzewów;
  • potraktować stary pień jako element kompozycji, a nie coś do ukrycia – obsadzić go paprociami czy bluszczem;
  • jeśli macie oczko wodne, ułożyć w jego pobliżu kawałki martwego drewna i kamienie jako kryjówki dla płazów.

Zamiast zakończenia – zapraszam na ciąg dalszy...

O tym wszystkim – i o wielu innych mieszkańcach butwiejącego ogrodu – opowiem szerzej podczas prelekcji „Butwiejący ogród. Życie ukryte w rozkładzie” na targach Zieleń to Życie, w ramach Spotkania Twórców Ogrodów, 5 września (sobota). Podzielę się konkretnymi pomysłami na to, jak zaprosić do swojego ogrodu grzyby, owady, ptaki i płazy – bez rezygnowania z ładnego wyglądu ogrodu. Do zobaczenia!

Zieleń to Życie 2026 | 3–5 września | EXPO XXI, Warszawa
Największe w Polsce targi ogrodnicze: tysiące roślin, kiermasz, ogród pokazowy, spotkania z ekspertami i bogaty program wydarzeń.
Program: www.zielentozycie.pl/spotkanie-tworcow-ogrodow
Bilety: https://rejestracja.zielentozycie.pl
Więcej informacjiwww.zielentozycie.pl

Autor
Porady ekspertów Porady ekspertów

Specjaliści w różnych dziedzinach ogrodnictwa, budowy i urządzania domu, dzielą się z Wami swoim doświadczeniem i radami.

Artykuły autora Wszyscy autorzy
Tematy
Najnowsze artykuły