Akcja „Nie koś w maju”, inspirowana międzynarodową inicjatywą No Mow May, polega na czasowym wstrzymaniu koszenia trawników w jednym z najważniejszych momentów wiosny. To wtedy do aktywnego życia wracają dzikie pszczoły, trzmiele, motyle i inne owady zapylające. Jednocześnie wiele wczesnowiosennych źródeł nektaru i pyłku - takich jak wierzby, drzewa owocowe czy krzewy - kończy już kwitnienie, a letnie łąki dopiero przygotowują się do pełni sezonu.
W efekcie maj może być dla zapylaczy okresem niedoboru pokarmu. Nieskoszony trawnik, na którym zakwitną mniszek lekarski, stokrotki, jasnoty czy koniczyna, może stać się dla nich bezpiecznym „pomostem żywieniowym” między wiosną a latem.
Dlaczego maj jest tak ważny?
W maju wiele owadów zapylających intensywnie poszukuje pokarmu. Dzikie pszczoły samotnice, trzmiele i motyle nie mają opiekuna, który zapewni im pożywienie. Są zależne od tego, co znajdą w najbliższym otoczeniu - często w promieniu kilkuset metrów od gniazda.
Tymczasem krótko przystrzyżony trawnik jest dla nich niemal pustynią. Regularne koszenie usuwa kwitnące rośliny, zanim zdążą dostarczyć owadom nektaru i pyłku. Nawet niewielki fragment nieskoszonej zieleni może stać się lokalnym azylem dla zapylaczy.
Szczególnie cenne są rośliny często uznawane za „chwasty”. Mniszek lekarski dostarcza pyłku ważnego dla rozwoju młodych dzikich pszczół, stokrotki i jasnoty są dostępne dla drobnych owadów, a koniczyna biała, jeśli zakwitnie, jest bardzo chętnie odwiedzana przez trzmiele.
Nie chodzi o zaniedbanie, tylko o świadome zarządzanie zielenią
Ograniczenie koszenia nie jest przejawem braku dbałości o teren. To świadoma decyzja, która może przynieść korzyści zarówno przyrodzie, jak i ludziom.
Wyższa roślinność lepiej zatrzymuje wilgoć w glebie, ogranicza parowanie wody i pomaga trawnikowi dłużej zachować zieleń w czasie suchych wiosen. Nieskoszone fragmenty zieleni obniżają też temperaturę otoczenia, co ma szczególne znaczenie na osiedlach, przy biurowcach, drogach i w miastach narażonych na efekt miejskiej wyspy ciepła.
Mniej koszenia to również mniej hałasu, niższe koszty paliwa lub energii, mniejsze zużycie sprzętu i realne oszczędności dla właścicieli ogrodów, wspólnot mieszkaniowych, firm oraz samorządów.
Akcja nie tylko dla właścicieli ogrodów
Do udziału w akcji „Nie koś w maju” może włączyć się każdy, kto ma wpływ na sposób utrzymania zieleni. Właściciele ogrodów mogą zostawić nieskoszony cały trawnik albo tylko jego fragment. Mieszkańcy bloków mogą zgłosić do wspólnoty lub spółdzielni pomysł wyznaczenia strefy bez koszenia. Firmy mogą pozwolić zakwitnąć terenom wokół biur, magazynów i zakładów. Samorządy mogą ograniczyć majowe koszenie parków, skwerów i pasów drogowych tam, gdzie nie zagraża to bezpieczeństwu.
Nie trzeba od razu zmieniać całego ogrodu w dziką łąkę. Wystarczy pas przy ogrodzeniu, fragment trawnika pod drzewami albo kilka metrów kwadratowych zieleni, którym przez miesiąc pozwolimy zakwitnąć.
Co powiedzą sąsiedzi?
Pomogą tabliczki edukacyjne Jedną z barier przed ograniczeniem koszenia bywa obawa przed opinią sąsiadów lub przechodniów. Dlatego warto jasno oznaczyć nieskoszony fragment zieleni i pokazać, że jest to celowe działanie na rzecz przyrody.
Bezpłatne tabliczki do samodzielnego wydruku z hasłami takimi jak „Nie koszę, karmię trzmiele” pomagają zmienić odbiór wysokiej trawy. Informują, że teren nie został zaniedbany, lecz czasowo oddany zapylaczom. Mogą też inspirować kolejne osoby do udziału w akcji.
Materiały do pobrania: „Nie koszę, karmię trzmiele”
Wystarczy jeden miesiąc i kawałek trawnika W maju warto odłożyć kosiarkę i obserwować, co samo pojawi się w trawniku. Nawet pozornie zwykła zieleń może okazać się pełna roślin ważnych dla dzikich zapylaczy.
Osoby, firmy, wspólnoty i instytucje, które dołączą do akcji, mogą dzielić się zdjęciami nieskoszonych fragmentów zieleni w mediach społecznościowych, używając hashtagów: #NoMowMay #MajBEZkosiarki #NieKoszęKarmięTrzmiele
Tekst: Karolina Nawrot, Fundacja Kwietna